Oj, pewnie, że niektórych lektur nie sposób zinterpretować odkrywczo, patrz "Lalka" czyli elementy pozytywistyczne, silne związki z historią, w końcu autor nie ukrywał swoich poglądów nigdzie. Trudno, by po tylu latach zabierać się za szukanie ukrytych przekazów, skoro ich tam nie ma po prostu... No, chyba, że będziemy na siłę robić z Izabeli niespełnioną feministkę z problemami genderowymi, bo to akurat modne. Może i modne, ale w kontekście czegoś napisanego wiek temu to komplenta bzdura przecież, Prus nie mógł powtykać wątków, których wówczas nikt nie definiował w ogóle.
Zmierzam do tego, że mam wrażenie, iż niektórzy (niekoniecznie tutaj w sumie, ogólnie mówię), są oburzeni, że im się interpretację narzuca i przez to hamuje kreatywność... A przecież większość uczniów, bądźmy szczerzy, tylko czeka, aż się lekcja skończy i oby pani nie zapytała.
Taki szkolny dryl, no.
Moja polonistka była wspaniała, w przypadku klasyków pilnowała interperetacji, owszem, ale doceniała umiejętność potoczystej wypowiedzi, sama pięknie wykładała i premiowała nawiązania do lektur spoza kanonu. Mój ukochany nauczyciel. A przy tym 3/4 klasy bało się polskiego jak ognia, no i dlaczego jedni tak, a drudzy tak?