Zaczytuję się opowieściami z meekhańskiego pogranicza i zastanawiam przy okazji - jak to się stało, że o Wegnerze usłyszałem dopiero niedawno, za pośrednictwem forum?
Mam za sobą księgę północy, południa i wschodu - Szósty pułk Górskiej Straży mimo wszystko pozostaje moimi faworytami, choć skłamałbym mocno gdybym powiedział, że wolny czaardan generała Laskolnyka nie zdobył mojego serca. Najmniej przekonująco wypadła w moim odczuciu historia Yatecha, nie zdążyłem zżyć się z tą postacią, za mało w niej głębi, choć autor jasno zaznaczył, że jeszcze odegra jakąś rolę - a nuż coś z tego ciekawego wyjdzie.
Bawi mnie trochę pretekst, jakiego Wegner używa, żeby zacząć rozpisywać się o świecie - zazwyczaj dzieje się to, kiedy jakaś postać odpływa myślami, albo kiedy przedstawiciel którejś z licznych kultur postanawia wyprowadzić z błędu kogoś, kto traktuje go zbyt powierzchownie, kierowany stereotypami i swoim ograniczonym światopoglądem.
Nie przeszkadza mi to bardzo, bo jakość opisów świadcząca o kunszcie autora wszystko wynagradza. Są barwne i bogate w szczegóły - sprawiają, że ten świat zdaje się być żywy i jest przy tym cudownie magiczny.
Słowem - zachwycam się. Od książki trzeba mnie odciągać siłą, bo chłonę każde słowo. I już boje się momentu, w którym to "Pamięć wszystkich słów" będę musiał odłożyć na półkę i czekać na ciąg dalszy. A tymczasem został mi Zachód i przejście z opowiadań do powieści.
Mam za sobą księgę północy, południa i wschodu - Szósty pułk Górskiej Straży mimo wszystko pozostaje moimi faworytami, choć skłamałbym mocno gdybym powiedział, że wolny czaardan generała Laskolnyka nie zdobył mojego serca. Najmniej przekonująco wypadła w moim odczuciu historia Yatecha, nie zdążyłem zżyć się z tą postacią, za mało w niej głębi, choć autor jasno zaznaczył, że jeszcze odegra jakąś rolę - a nuż coś z tego ciekawego wyjdzie.
Bawi mnie trochę pretekst, jakiego Wegner używa, żeby zacząć rozpisywać się o świecie - zazwyczaj dzieje się to, kiedy jakaś postać odpływa myślami, albo kiedy przedstawiciel którejś z licznych kultur postanawia wyprowadzić z błędu kogoś, kto traktuje go zbyt powierzchownie, kierowany stereotypami i swoim ograniczonym światopoglądem.
Nie przeszkadza mi to bardzo, bo jakość opisów świadcząca o kunszcie autora wszystko wynagradza. Są barwne i bogate w szczegóły - sprawiają, że ten świat zdaje się być żywy i jest przy tym cudownie magiczny.
Słowem - zachwycam się. Od książki trzeba mnie odciągać siłą, bo chłonę każde słowo. I już boje się momentu, w którym to "Pamięć wszystkich słów" będę musiał odłożyć na półkę i czekać na ciąg dalszy. A tymczasem został mi Zachód i przejście z opowiadań do powieści.


