Po przeczytaniu całej Czarnej Kompanii polecam wziąć się za Malazańską. Nie wiem czy bym tego właśnie cyklu z perspektywy czasu nie postawił przed sagą Martina. Malazańska to dla mnie na chwilę obecną takie jakby to powiedzieć - fantasy totalne (z angielska bym rzekł, że "ultimate fantasy"

)
Za Eriksona kiedyś chciałem się zabrać, ale swego czasu zauważyłem, że jest problem z dorwaniem pierwszego i kilku "środkowych" tomów.
Zamiast tego dla mnie takim
ultimate fantasy jest stosunkowo świeży cykl Sandersona - Archiwum Burzowego Światła. Pierwsza część wpadła w moje ręce jako prezent od znajomych, którzy przy wyborze kierowali się tym, że lubię fantasy, i że książka jest gruba - bo faktycznie, do tej pory wyszły dwa tomy i obydwa to tysiącstronnicowe cegły - I choć podchodziłem do niej sceptycznie, to ostatecznie wciągnęła mnie jak bagno, trochę przypomniała, co lubiłem w gatunku jako dzieciak, a jednocześnie była na tyle dojrzała, bym nie przewracał oczami przy kolejnej akcji, którą wtedy ocenił bym jako "epicką".
Mój borze iglasty, czego tam nie ma. Prawie baśniowy świat wypełniony multum barwnych kultur i ludów, uprzedzenia i dyskryminacja rasowa, legendarni wojownicy, romanse, spiski, walka o władzę, magia... Zupełnie odjechany miks, a najdziwniejsze że w rękach Sandersona to wszystko działa, jak w szwajcarskim zegarku. Jest zaskakująco spójne i logiczne i przede wszystkim sprawia mnóstwo frajdy.
Można mieć zastrzeżenia do stylu autora, który jest dość... Oszczędny i klarowny? Nie ma tu zbyt wielu błyskotliwych dialogów, nie jest to kopalnia cytatów, jak choćby w przypadku Sapka.
Wszystko jest na tyle dobrze i konkretnie napisane, że spełnia swoją rolę - sprawny, niemal techniczny opis świata, intryg i postaci, które są ich częścią - ale nie ma tu jakiegoś barwnego sznytu, co dla niektórych może stanowić barierę nie do przejścia. Ja tymczasem wyczekuję niecierpliwie części trzeciej.