Ciri cesarzową, Yen i Triss mnie olały więc Geralt został sam, Nilfgard wygrał wojnę, a na Skelige rządzi Cerys.
I jakoś tak mi smutno. Ale dałem się oszukać scenarzystom aż miło

Po lekturze książek, w ciemno powinienem iść za Yen, ale po przejściach w W1 i W2 nie potrafiłem olać Triss, widząc ją zarabiającą przeganianiem szczurów. Nie mogłem z tego powodu pozwolić jej odpłynąć, a jeżeli nie odpływa to musi być romans. Do tego scenarzyści sami narzucają takie podteksty, najpierw podsuwając w pobocznych wątek Triss a dopiero potem wątek Yen. Cóż, dałem się złapać i żałuję.
Do tego sprawa wojny. Mając sentyment do północy najbardziej do mnie przemawia Dijkstra jako król Redani. Szkoda mi tych wszystkich zielarzy, guślarzy i całej tej szeroko pojętej magii. Z drugiej strony nie pasuje mi ich oszczędzenie poprzez wygraną Nilfgardu. Więc ja pytam tutaj skromnie: DLACZEGO??? Kto wpadł na ten genialny pomysł, że ustawienie świata we w miarę sensowny sposób ma kosztować życie Rocha, Ves i Talara? Za jakie grzechy?
Cóż, patrząc na te zakończenia jakie mogą zaistnieć, moim najszczęśliwszym byłoby:
Ciri wiedźminką, Geralt z Yen, Cerys na Skelige i Nilfgard zwycięzcą (Radowid na tronie zostać nie może, a Rocha i reszty po prostu nigdy nie pozwolę zabić).