Przed chwilką ukończyłem Wiedźka i nazwa tematu właściwie powinna mówić za cały mój post. Te lodowe pustkowie, potwory, spotkani przyjaciele - zakończenie naprawdę jest bombowe. Grę przechodziłem na średnim i ani Król Gonu, ani WM nie sprawili mi problemu. Na Kościeja wystarczyła tylko Zamieć, a na Zeugla - hmm.. bez Jaskółki dało się go wykończyć. Ale to jest poziom średni, jednak jakoś gry po raz na drugi na trudnym nie mam już ochoty przechodzić. Ciekawe co też się stało z Alvinem, kim był gość z maską w outrze? Mam nadzieję, że już niedługo zawita część druga. Podsumowując, Wiedźmin to naprawdę świetna gra - z kapitalną muzyką (dopasowuje się do każdej sytuacji), z dobrą grafą, ale przede wszystkim z olbrzymią grywalnością i wyborem drogi zakończenia (choć tu już aż tak dużej swobody nie było). Kiedy zakupiłem nowy komputer, to czasy ładowania przestały mi przeszkadzać, a innych wad nie ma za wiele: gesty postaci kiedy mówią (zbyt mało jest ich) czy niekiedy śmieszne bugi to nic w porównaniu z całokształtem gry. Teraz pobiorę patch 1.3 i pierwszy (i jedyny na razie, tak?) mod do gry.Dobra, kończę, bo wyjdzie, że jeszcze recenzję piszę

Aa i jeszcze teksty Geralta w epilogu - około 4 razy rzekł "żałosny" do WM - hmm to gimnazjum? To też bym zaliczył bardziej do śmiesznego błędu. Jak coś mi się przypomni, to jeszczę napiszę
edit:Jeszcze troszkę o znakach (nie opłaca się pisać nowego posta - ten temat też jest o wrażeniach z gry, nie?) - przede wszystkim grę skończyłem na 36 poziomie, jak mówiłem na poziomie średnim. Myślałem, że troszkę więcej dobije levela

Zleceń w ogóle nie zrobiłem w akcie V, reszta zadań pobocznych wykonana wcześniej: akt I - akt IV (może z drobnymi wyjątkami). Postać rozwinąłem słabo - Aard na piątym poziomie, poza tym miecz stalowy i siła na piątym. IMO znak axii jest w ogóle niepotrzebny - wraz z Yrdenem (właściwie lubiłem ten znak) rozwinąłem go tylko do drugiego (!) poziomu. Te "finishery" po ogłuszeniu Aardem wyglądają świetnie, Igni przydawał się tylko na konkretne potwory, a Quenn żeby czegoś się napić (niekoniecznie eliksiru). Kończąc, napiszę, że miło grało mi się w Kościanego pokera (ale byłem dumny jak przeczytałem napis "Jestem mistrzem pokera na całym świecie"), również za sprawą muzyki towarzyszącej. Piąchy były trochę za łatwe.No, to tyle. Opisałem w skrócie wrażenia z całej gry... chyba, że mi się coś jeszcze przypomni ;D
edit 2Ostatnia rzecz (ciekawe czy ktoś to przeczyta): Gdzie wcięło Zoltana Chivaya, kumpla Geralta? Hmm... ostatni raz był w akcie III (wtedy już było go trudno znaleźć), a zdziwiło mnie to, bo przy lodowym pustkowiu pojawiła się Abigail, a Zoltan już nie.