No to skoro statuetkę złotego szpadla zgarnął mru, to ja pójdę za ciosem.
Ale może bardziej imprezowo, bo nie zawsze jest czas lub chęć na parogodzinne tłumaczenie zasad, więc co na szybko? Może coś pod procenty? Albo pod bardzo luźną rozgrywkę?
Trzy polecajki ode mnie.
Pierwsza to gra dla dwójki.
Snakes of Wrath. Wygląda i gra się trochę jak w domino, ale mamy dodatkowe urozmaicenia. Tutaj nie kończymy, jak skończą nam się kafelki, a gdy ułożymy węża (lub wiele węży), o łącznej długości "ciała"- trzynaście. Nie kładziemy też tylko nowych elementów — możemy kraść węża przeciwnika (wtedy liczymy go jak swojego), możemy go też zranić (przez co przeciwnik nie może do niego dobudowywać, chyba że wyleczy go, kładąc na górze jeszcze raz taki sam element). Taktycznie możemy też położyć kafelek ze zbroją, przez co nie można w tym miejscu zadać mu obrażenia.
Proste, przyjemne, sprawdzone na wyjazdach w mniejszym gronie.
Spicy. Co prawda sprawdzone na małej próbce graczy, ale wygląda, że w większej paczce sprawdzi się jeszcze lepiej, ze względu na lepsze możliwości interakcji i potrzebie szybszej rekacji. Gra jest diabelnie prosta i polega w dużej mierze na blefowaniu. Dużej, bo karty i gracze mogą przypasować, tak aby zagrać rękę "legitnie". Ale od początku. Pierwszy gracz zagrywa zakrytą jedną z kart przyprawy z konkretnym numerem (pierwsza zawsze musi być 1 - 3). Każda kolejna osoba musi zagrać kartę z tą samą przyprawą, ale dowolną wyższą. Najwyższą jest dziesiątka (i dziesiątką rozdanie musi się skończyć!), następnie wykładane są karty znowu od 1 do 3 i tak dalej. Nie masz możliwości zagrać odpowiedniej karty? Możesz spasować i dobrać kartę. Albo, lepiej, blefować! Każdy może Cię sprawdzić — jeśli im się uda (trzeba zadeklarować czy blefowałeś przyprawą, czy numerem), zgarniają całą pulę zagranych kart (zdobyte karty wliczają się do końcowego wyniku), jeżeli nie, karty trafiają do Ciebie.
Gra posiada też parę alternatywnych zasad, urozmaicających rozgrywkę, np. można zagrać po kimś od razu taką samą kartę z pominięciem kolejki. Tka, wtedy też można (i należy) blefować.
No i na koniec, chyba moja ulubiona.
Secret Hitler*. Grana ostatnio praktycznie co tydzień. Ukryta tożsamość — Mafia czy Wilkołak się kłania. Zasady są jednak trochę prostsze, ale rozgrywka wcale nie jest trywialniejsza, śmiem powiedzieć, że jest przez to płynniejsza i bardziej emocjonująca. Jedna losowa osoba zostaje Hitlerem. W zależności od liczby osób (gra działa do dziesięciu), część z pozostałych graczy zostaje faszystami, a część liberałami. Liberałowie chcą przegłosować swoje ustawy, faszyści swoje. Rundy polegają na przekazaniu prezydentury, nominacji kanclerza, głosowaniu nad rządem, wylosowaniu ustaw przez prezydenta, przekazaniu wybranych ustaw kanclerzowi i wyborze przez niego ustawy. No i tu zaczyn się mięsko, czyli dyskusje, kto spieprzył, że pojawiła się ustawa faszystowska, bo tych jest w stosiku dwa razy więcej. Czy liberałowie mogą położyć taką kartę? Pewnie, czasami tak po prostu bywa, że wylosują się same "złe" karty. Jednakże czasem jest to nawet pożądane — po paru czerwonych kartach prezydent zyskuje dodatkowe przywileje w tej rundzie, np. sprawdzenie karty partii innej osoby albo zastrzelenie innego gracza.
Gra jest wyjątkowo udaną wariacją na temat ukrytych tożsamości. My bawimy się świetnie. Na stronie projektu można znaleźć pliki Print&Play, a na BGG ludzie wrzucają swoje własne warianty, takie jak Secret Sith, Secret Voldemort, czy Secret Cthulhu. Widziałem też wersję z rodzimymi politykami
*TM, please no ban